(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Każda śmierć jest smutna. Śmierć młodzieży zasmuca
jednak najbardziej. Jest też nieopisaną stratą dla naszej cywilizacji.
Był wówczas piękny
słoneczny dzień końcowego okresu wiosny. Wokoło było pełno
kwiatów, zaś powietrze przesiąknięte było zapachem życia i
nadziei. W tak piękny dzień jest szczególnie przykro umierać.
Wokoło panowała wówczas jednak absolutna cisza. Wszakże niemal
wszyscy mieszkańcy Milicza i okolicznych wsi już dawno uciekli w głąb
Niemiec. Ci zaś nieliczni którzy uważali się za Polaków i dlatego
pozostali na miejscu, siedzieli wystraszeni poukrywani w swoich
domach i piwnicach. Z jakichś powodów podobno nawet ptaki
wówczas zamilkły jakby w oczekiwaniu na jakąś tragedię. Po
pewnym czasie w owej absolutnej ciszy dał się słyszeć odległy
ryk dziesiątków motorów czołgowych, jak zwolna
połznął on w kierunku Milicza od południa. Już sam ten ryk musiał
wystarczać aby przyprawić o zawał serca co słabszych z natury.
W jakiś czas później czołgi te ryczały i dudniły już po ulicach
Milicza. Po chwili dało się słyszeć ogłuszającą eksplozję niemieckiej
"pancernej pięści". Zaraz po tej eksplozji rozległy się rozpaczliwe
krzyki kilku Rosjan jacy pieczeni byli żywcem nie mogąc się
wydostac z płonącego czołgu. Nad środkiem Milicza
wzniósł się słup czarnego jak smoła dymu z palącego się
czołgu. Po tej eksplozji poprzednio ogłuszający
ryk czołgów na chwilę jakby się zniżył do szeptu. Sprawiało
to wrażenie jakichś potworów naradzających się sekretnie
co dalej czynić. Po chwili jednak czołgi rozryczały się ponownie,
zwolna rozpełzujac się po uliczkach Milicza i okrążając ratusz
naokoło. Nagle wszystkie razem zaczeły strzelać. Grzmoty
wystrzałów ich armat niemal zlewały się ze sobą. Jednocześnie
ratusz buchnął płomieniami podpalony miotaczami ognia
rosyjskich żołnierzy którzy podkradli się do niego i razili
go z kamieniczek położonych po południowej stronie rynku.
Ratusz szybko zaczął się walić w gruzy. W chwilę później
zapanowała cisza. Nawet czołgi powygaszały swoje motory.
Ciszę tą przerwało potem jedynie kilka długich serii z "pepeszy",
oraz załosne krzyki tych umierających Niemców, których
kule nie od razu uśmierciły. Pojedyńcze wystrzały z pistoletu
poucinały jednak nawet i te krzyki.
Najbardziej
w tym wszystkim makabryczne było, że owi młodzi ludzie z
obu walczących stron, którzy nawzajem wymordowali się w
Miliczu, faktycznie byli jak każdy z nas, znaczy kochali kogoś,
sami byli przez kogoś kochani, mieli swoje marzenia i nadzieje,
patrzyli optymistycznie w przyszłość, itp. Gdyby spotkali się
w innych czasach lub innych warunkach, niemal z całą
pewnością zostaliby przyjaciółmi. Jednak polityczne ambicje
ich przywódców, a także
szatańskie moce
jakie obecnie kontrolują naszą planetę, spowodowały że zamiast
żyć i dać innym pożyć, zmuszeni zostali aby zabijac i być zabijani.
Zastanówmy się przez chwilę kto naprawdę popycha ludzi
do mordowania swoich bliźnich. Czy są to inni ludzie, czy
też
przywódcy-podmieńcy
działający na Ziemi z ramienia owych szatańskich istot w
których mocy Ziemia ciągle do dzisiaj się znajduje, a które
od wieków nazywane były diabłami, szatanem, złymi
czarownikami, itp., zaś ostatnio nazywani są
UFOnautami.
Jeśli zaś masz wątpliwości kto naprawdę kryje się za całym złem
piętrzącym się na Ziemi, poczytaj sobie o UFOnautach ze stron np.
milicz.fateback.com,
energia.sl.pl, czy
ufonauci.w.interia.pl.
* * *
Opracowana została specjalna strona, która
stawia sobie za cel internetowe koordynowanie
zwiedzania miasta Milicza i pobliskiej wsi
Wszewilki. Strona ta stara się informować
czytelników w jaki sposób, jakimi szlakami,
oraz w jakich terminach najlepiej zwiedzać
historyczne miejsca i ciekawostki miasta
Milicza oraz pobliskiej wsi Wszewilki.
W Menu strona ta występuje pod nazwą
"Wszewilki-Milicz"
(kliknij na jej nazwę aby ją sobie otworzyć).
#1. Ratusz w Miliczu:
Przed wojną Milicz
miał interesujący ratusz. Jego wygląd pokazany jest na fotografii
"Fot. 1" z niniejszej strony (która jest powtórzeniem fotografii
"Fot. 28" ze strony o mieście
Miliczu.)
Niestety ratusz ten został zniszczony w trakcie
wyzwalania Milicza przez wojska Radzieckie. W ratuszu tym
bowiem zajął pozycję obronną miniaturowy garnizon niemiecki
jaki zamierzał bronić Milicza. Garnizon ten złożony był z
zaledwie kilkudziesięciu małoletnich chłopców w wieku jakieś
16 lat. (Jak wiadomo, w końcowej fazie wojny Hitler wydał
rozkaz, że każdy mężczyzna w wieku od 16 do 60 lat ma
zostać powołany do wojska i ma bronić rzeszy. Niemniej
ci mężczyźni którzy byli starsi niż 16-latkowie, od dawna służyli już
wówczas w wojsku niemieckim.) Chłopcom tym więc bardziej
przystawałoby uprawianie harcestwa niż pełnienie służby
wojskowej. Spora część tych małoletnich chłopców w
końcowych latach wojny była uczniami początkowych klas
Liceum w Miliczu pokazanego poniżej na zdjęciu "Fot. 2"
(które jest powtórzeniem fotografii "Fot. 30" ze strony o mieście
Miliczu.)
Zostali oni wcieleni do wojska ponieważ nikt w liceum tym już nie
pozostał kto by się nadawał do wcielenia. Wszakże ich koledzy
ze starszych lat wcieleni zostali do hitlerowskiego wojska już
znacznie wcześniej, zaś w owej ostaniej fazie wojny ich zwłoki
od dawna zaścialały już pola bitwne frontu wschodniego lub
zachodniego. Ponoszący klęski na wszystkich frontach hitlerowcy
naprędce przeszkolili więc tych chłopców w strzelaniu i
poubierali ich w niemieckie mundury wojskowe. Po zaś
ubraniu mundurów, podobnie jak wszystkim innym służącym w
wojsku niemieckim, groziło im natychmiastowe rozstrzelanie,
gdyby odmówili udziału w walce. Kiedy wojska radzieckie
pod dowództwem majora Lagina wkraczały do Milicza,
ci młodzi chłopcy pod dowództwem równie jak oni młodego
i niedoświadczonego oficera zabarykadowali się właśnie w
milickim ratuszu. Pozycja którą zajęli z militarnego punktu
widzenia była jednak beznadziejna. Wszakże uniemożliwiała im
taktyczne wycofanie się w przypadku gdy zostali skonfrontowani
z przeważającym siłą przeciwnikiem. Owa pozycja zamieniła
więc ich obronę w samobójczą misję. Kiedy pierwszy czołg
rosyjski wjeżdzał na rynek Milicza, ci nieletni "obrońcy" miasta
wystrzelili do niego z "pancernej-pięści". Czołg ten spłonął,
tarasując później przez spory okres czasu wjazd do rynku
z bocznej uliczki. Jego załoga została upieczona żywcem.
Jest ona pochowana w Miliczu w miejscu które ktoś mi
kiedyś pokazywał, jednak obecnie zapomniałem gdzie
dokładnie to było. Jedyne co pamiętam, to że
zastanawiałem się wówczas jak to się stało że Rosjanie
zostali tam właśnie pochowani - bo jakoś miejsce
to mi do nich nie pasowało. Oczywiście, po zorientowaniu
się że ratusz jest broniony, Rosjanie natychmiast otoczyli
go ze wszystkich stron i zasypali lawiną ognia i ołowiu.
Rosyjscy żołnierze podkradli się z miotaczami ognia tuż
do owego ratusza, zajmując pozycje w sąsiadujących z
ratuszem kamieniczkach po południowej stronie rynku.
Stamtąd oblali ratusz strumieniami ognia. Rosyjskie
miotacze ognia i potężne działa z kilkudziesięciu czołgów
spowodowały, że już w kilkadziesiąt minut później cały
ratusz walił się w gruzy zaś wszystko w nim płonęło.
Niemieckie nastolatki zamknięte w owym ratuszu otrzymały
więc dobry posmak tego, co ich starsi koledzy mniej niż
6 lat wcześniej serwowali Polakom na Westerplatte i na
poczcie gdańskiej. Nie bardzo jednak mieli czas na
kontemplowanie działania
praw moralnych,
bowiem ich nienawykły do walki dowódca poddał ich natychmiast
po tym jak ratusz zaczął się palić zaś im groziło upieczenie
się żywcem. Pechowo jednak dla nich, zmechanizowana
kolumna radzieckich czołgów jaka wzięła Milicz, nie posiadała
transportu ani prowizji dla jeńców wojennych. Jej zadaniem
było wszakże szybkie parcie do przodu oraz zamknięcie
przerwy w kolejnym okrążeniu hitlerowców, a nie zajmowanie
się pokonanymi Niemcami. Ponadto Rosjanie świeżo
mieli w pamięci wszelkie te okropności które Niemcy
popełniali na branych przez siebie jeńcach wojennych.
Dlatego zaraz po poddaniu się Rosjanom, owe milickie
nastolatki w niemieckich mundurach wojskowych zostały
wyprowadzone poza obręb miasta, pod linię pustych
okopów które przebiegały pod miastem od strony
wschodniej. W owym czasie przy okopach tych stał
ceglany budynek rakarskiej trupiarni, czyli rodzaj
pustej obory do której w owych oszczędnych czasach
okoliczni rolnicy zwozili padnięte zwierzęta (zwierzęta
te zabierane były potem przez rakarza z tego budynku
i przerabiane na mydło). Rosjanie ustawili owych małoletnich
chłopców w hitlerowskich mundurach wojskowych pod
murem owej rakarni i przejechali po nich długą serią
z pepeszy. Nawet w kilka lat później ciągle na cegłach
owej rakarni widać było rząd odłupań cegły ilustrujący
wysokość na jaką wymierzona została owa pepesza.
Miejsce śmierci tych chłopców w pewnym sensie było
więc rodzajem symbolicznego zwrotu karmy za to co
hitlerowcy tylko kilka lat wcześniej wyczyniali innym
pokonanym przez siebie narodom. Wszakże owi
młodociani "żołnierze" niemieccy z Milicza umierali w miejscu
w którym nieco wcześniej ich własne rodziny gromadziły
i składowały zwierzęcą padlinę. Zostali też zastrzeleni
w bardzo podobny sposób jak ich starsi koledzy z niemieckiej
armii wcześniej strzelali do branych przez siebie jeńców
wojennych. Rosjanie nie mieli też już czasu aby
ich starannie pogrzebać. Po zastrzeleniu po prostu zostali
oni powrzucani do pobliskiego pustego okopu, w którego
wykopaniu zapewne wcześniej sami uczestniczyli. Potem
zaś po okopie tym przejechał się zygzakiem ciężki
rosyjski czołg zarywając jego górną część i przysypując
ciała tych Niemców niewielką warstwą gleby. W rezultacie
ich rozkładające się ciała
dawało się wygrzebywać jeszcze w czasach kiedy ja
chodziłem do szkoły podstawowej. Ich rozkładające się
resztki wymieszane były z ładownicami pełnymi
niemieckiej amunicji, a czasami nawet z pozostałościami
ich broni i ekwipunku.
(Zauważ że można zobaczyć powiekszenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwykle
kliknąć na tą fotografie. Ponadto wiekszość tzw. browserow ktore obecnie
są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą
posiadanego przez siebie software graficznego.
Fot. 1: Wygląd ratusza milickiego wzniesionego
w 1851 roku. (Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji
"Fot. 28" ze strony o mieście
Miliczu.)
Ratusz ten spalony został w trakcie bitwy o Milicz w końcowych
dniach drugiej wojny światowej. Milicz zdobywały wówczas wojska radzieckie
majora Lagina, zaś w ratuszu zabarykadowali się hitlerowcy. W czasach mojej
młodości ruiny tego ratusza ciągle były najbardziej prominentnym składnikiem
milickiego rynku. Z kolei tunele podziemne które wiodły do tego ratusza od
warownego zamku milickiego, były ciągle przechodne jeszcze w czasach
mojego liceum, tj. w latach 1960 do 1964. To właśnie w okolicach owego
ratusza z tuneli podziemnych prowadziły wejścia do licznych lochów w których
w czasach średniowiecza więzieni byli lub zamurowywani żywcem ludzie
niewygodni dla władz miasta.
* * *
Fot. 2:Liceum Ogólnokształcące
Nr 1 w Miliczu.
(Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji "Fot. 30" ze
strony o mieście
Miliczu.)
Większość "żołnierzy" niemieckich przeciwstawijących się w Miliczu
nacierającej armii radzieckiej była nieletnimi uczniami wstępnych
klas tej właśnie szkoły. Byli oni młodociani, niedoświadczeni, oraz
źle przygotowani do bitwy. Z kolei ich bezmyślny dowódca wybrał
pozycję do walki która była najgorszą z możliwych. Odbierała ona
bowiem możliwość taktycznego wycofania się w przypadku niekorzystnego
obrotu bitwy. Taka zaś beznadziejna pozycja zamieniła ich obronę
w samobójczą misję. W sumie ich opór był więc całkowicie bezsensowny,
zaś ich los był faktycznym skazaniem ich na pewną śmierć przez
własnych przywódców.
#2. Cztery groby przy polnej drodze do Stawca:
Kiedy główna
grupa harcerzyków w niemieckich mundurach wojskowych
zabarykadowała się w ratuszu, czterech z nich zostało
postawionych przy moście na Baryczy z rozkazem aby
wysadzić ten most kiedy pojawią się Rosjanie. Rosjanie
jednak przybyli od południa. Harcerzyki przy moście
widzieli więc na własne oczy, jak po nagłym wybuchu
ogłuszającej strzelaniny, grad rosyjskiego ołowiu i ognia
błyskawicznie zredukował ten ratusz do kupy palących
się gruzów. Rzucili się więc do ucieczki. Prawdopodobnie
pochodzili ze Stawca, bowiem uciekali biegnąc najpierw
wzdłuż dzisiejszej ulicy Krotoszyńskiej, a póżniej w górę
prastarej polnej drogi jaka od rozwidlenia koło Wszewilek
prowadzi do majątku w Stawcu. (Droga ta to fragment
historycznego "Bursztynowego Szlaku" który kiedyś
prowadził od północnej bramy Milicza, tzw. Bramy
Gnieźnieńskiej, poprzez wieś Stawiec, miasta Rawicz
i Poznań, do Gniezna, potem zaś do Gdańska. Obecnie
biegnie ona w środku pomiędzy dwoma relatywnie nowymi
szosami, z których jedna, wschodnia, prowadzi do
Cieszkowa przebiegając tuż koło budynku wodociągów,
druga zaś, zachodnia, prowadzi do Rawicza). Pechowo
jednak dla tych nieletnich "żołnierzyków", w tym samym
co oni kierunku wysłany został zmotoryzowany patrol
rosyjskich zwiadowców. Oczywiście, bystre oczy patrolu
szybko ich wypatrzyły. Patrol ten miał widać doskonałego
strzelca wyborowego. Ten zdjął ich wszystkich czterech
w odstępach zaledwie kilkudziesięciu metrów od siebie.
Potem jakiś miejscowy dobry samarytanin, który pozostał
na miejscu bowiem uważał się za Polaka, być może jednak
że znał osobiście owych małoletnich "żołnierzy", pochował
ich zwłoki na poboczu owej polnej drogi, tam gdzie padli,
tradycyjnie uszanowując ich groby chełmami wojskowymi
powieszonymi na bagnetach wbitych w ziemię. Z czasem
poginęły jednak nawet owe bagnety i chełmy. Kiedyś
być może ich kości zostaną odkryte przy okazji
czyszczenia pobocza owej drogi.
#3. Snajperzy a postronni widzowie:
Rosyjscy
snajperzy mieli naprawdę doskonałego cela. Kiedy
wybuchła strzelanina przy milickim ratuszu, mieszkanka
Wszewilek wyszła przed południową ścianę swojej
stodoły i z ciekawością przyglądała się stamtąd
zaciętej bitwie jaka właśnie toczyła się w Miliczu.
Była ona Polką, autochtonką, a nie Niemką. (Dlatego
nie uciekła w głąb Niemiec, jak uczyniła to wiekszość
pozostałych mieszkańców Wszewilek.) Nacierające
wojsko radzieckie które właśnie przybyło do Milicza
uważała więc ona za "swoich".
Tymczasem rosyjski snajper wszedł na wał Baryczy,
aby sprawdzić czy pod mostem nie ukrywają się jacyś
Niemieccy żołnierze. Snajper ten z wysokości wału
odnotował ową postać stojącą przed swoją stodołą.
Postanowił więc nie ryzykować, że okaże się ona
obserwatorem jakiegoś oddziału postawionym dla
pokierowania ostrzałem. Na przekór więc że odległość
do tej postaci wynosiła ponad 1 kilometr w/g lotu kuli,
ciągle zdołał ją uśmiercić pojedyńczym strzałem.
Biedna padła od "przyjacielskiej kuli".
Jak z tego widać, kiedy w pobliżu prowadzona jest
bitwa, wówczas lepiej dla cywilów jeśli nie wychylają
nosa ze swoich kryjówek.
#4. Pozostałości bitwy o Milicz:
W
czasach zaraz po wojnie istniała też jeszcze
jedna pamiątka po milickim garnizonie niemieckim.
Było nią zatrzęsienie broni i amunicji niemieckiej,
jaka walała się aż w kilku magazynach Milicza.
Jeden z takich magazynów, jaki istniał przy
obecnej ulicy Krotoszyńskiej, składował ogromne
stosy niemieckich karabinów. Aby uniemożliwić
użycie tych karabinów, zaraz po wyzwoleniu
Rosjanie poukładali je rzędem wzdłuż krawężnika
obecnej ulicy Krotoszyńskiej, tak że ich lufy leżały
na chodniku, zaś zamki wisiały w powietrzu ponad
jezdnią. Następnie po tak poustawianych karabinach
przejechał się ciężki rosyjski czołg, swoją gąsiennicą
naciskając karabiny tuż przy krawężniku. Gąsiennica
ta łamała więc każdy karabin mniej więcej w obszarze
jego zamka. W jakiś czas po wojnie dzisiejsza ulica
Krotoszyńska była więc zaśmiecona tysiącami tak
połamanych niemieckich karabinów. Oczywiście
Rosjanie nie zdołali odkryć i unieszkodliwić wszystkich
składów poniemieckiej broni i amunicji. Dlatego
młodzi Polacy którzy po wojnie przybyli do Milicza,
używali te pozostałości wojny jako swoiste zabawki.
Przykładowo łowili nimi ryby w Baryczy poprzez
wrzucanie do wody poniemieckich granatów.
Syn mojego sąsiada z Wszewilek właśnie w taki
sposób stacił obie ręce. Kiedy bowiem chciał
ogłuszyć ryby takim poniemieckim granatem,
pechowo trafił na granat jaki był zasabotażowany
na etapie produkcji. (W ostatnim stadium wojny
przy produkcji niemieckiej broni i amunicji zatrudnieni
byli głównie obcokrajowcy, więźniowie i jeńcy wojenni.
Dlatego często sabotażowali oni swoją produkcję,
chociaż gdy zostali przyłapani na owym sabotażu
natychmiast ich rozstrzeliwano.) W rezultacie granat
ten wybuchł w dłoniach syna sąsiada, urywając mu
obie ręce tuż przy obojczykach. Inny, znacznie
większy wypadek nastąpił z ogromnym stosem
niemieckich bomb lotniczych, które leżały za
Cieszkowem po prawej stronie szosy na Zduny.
Jak kiedys opowiadano, widziano tam jakiegoś
ciekawskiego staruszka który opukiwal te bomby
swoją laską. Potem rozległ się straszny huk.
Staruszka już nie znaleziono. Natomiast w miejscu
gdzie leżały te bomby do dzisiaj znajduje się głęboki
lej zapełniony wodą.
Ruiny
ratusza milickiego przez długi czas straszyły powypalanymi
okiennicami w samym centrum rynku. Nawet w drugiej
połowie lat pięćdziesiątych, tj. w czasach kiedy ja chodziłem
do szkoły podstawowej, ciągle dawało się wejść do
obszernych piwnic ratusza przez cały szereg otworów.
Z kolei z owych piwnic dawało się przejść do labiryntu
podziemnych tuneli które istnieją pod Miliczem. Potem
jednak ruiny te zostały częściowo uprzątnięte. Na ich
miejscu założono trawnik z kwietnikiem, jaki upiększał
Milicki rynek przez cały szereg następnych lat. Z kolei
ów trawnik z czasem został zamieniony w dreptak
istniejący na rynku milickim w 2004 roku.
W czasach tuż po
drugiej wojnie światowej, podziemia kościoła ewangelickiego
z Milicza (tego ze zdjęcia "Fot. 3") dostępne były dla
ciekawskich. Tyle tylko że w owym czasie sam kościół
został już przemianowany na kościół rzymsko-katolicki.
Osobiście znałem kilku młodzieńców, którzy
wchodzili wówczas do owych podziemi. Opowiadali oni,
że podziemia te zapełnione były stosami trumien.
Jeden makabryczny szczegół jaki im rzucał się w oczy,
to wysuszone ciało w niemieckim mundurze, przybite
bagnetem z rosyjskiego karabinu do jednej z tych trumien.
Niemiec ten zapewne był uczestnikiem owego miniaturowego
garnizonu niemieckiego, jaki bronił się w ratuszu milickim.
Podczas gdy jego towarzysze broni się poddali, on zapewne
uciekł z ratusza tunelem podziemnym jaki w owych czasach łączył
ratusz z owym kościołem ewangelickim. Potem ukrywał się przed
Rosjanami właśnie w podziemiach tego kościoła. Pechowo jednak
dla siebie, został on tam przez Rosjan wykryty. Rosjanie przybili
go bagnetem przez serce do stosu owych drewnianych trumien.
Bagnet został następnie obłamany, tak że ciało owego Niemca
zwisało z trumien. Wkrótce potem wyschło jak mumia.
Przez kilka następnych lat ów nieboszczyk w niemieckim mundurze
był makabryczną atrakcją dla odwiedzających te podziemia.
Fot. 3: Stary kościół ewangelicki
z Milicza. (Niniejsze zdjęcie jest powtórzeniem
zdjęcia "Fot. #4" ze strony
"Wszewilki-Milicz" -
opisującej szlaki i najlepsze sposoby zwiedzania
Milicza, a także powtórzeniem fotografii "Fot. 29"
ze strony o mieście
Miliczu.)
Obecnie jest to kościół katolicki pod wezwaniem
Świętego Andrzeja Boboli.
Fotografia z 2003 roku. Kościół ten został zbudowany
w latach od 1709 do 1712. Jego dokładniejszy opis
zawarty jest na odrębnych stronach o kościele
Świętego Andrzeja Boboli
oraz o mieście
Miliczu.
#5. Zalecenie
totalizmu:
"popieraj tylko te idee które wymagają abyś dla nich żył a nie umierał":
W 1985 roku
opracowana została wysoce moralna, pokojowa i postępowa
filozofia nazywana
totalizmem.
Jej unikalną cechą jest, że stwierdza ona iż
"dla totalizmu trzeba żyć a nie umierać".
Źródłem takiego właśnie stanowiska totalizmu jest
zbiór surowych praw wszechświata nazywanych
prawami moralnymi.
Prawa te z żelazną ręką rządzą następstwami wszystkiego
co tylko w swoim życiu czynimy. Powodują one m.in., że
tylko te ludzkie osiągnięcia są trwałe, które dokonane zostały
w moralny sposób. (Odnotuj, że termin "moralny" użyty tu
został w swoim totaliztycznym, a nie religijnym, zrozumieniu.
Totalizm
stwierdza bowiem, że "moralne jest wszystko co wynosi
pod górę tzw. 'pola moralnego' każdą z dotykanych tym
stron".) Natomiast wszystkie ludzkie osiągnięcia
które uzyskane zostają w niemoralny sposób, np. poprzez
wojnę lub krzywdzenie innych ludzi, przemijają relatywnie
szybko i w końcowym efekcie powodują swoją odwrotność.
Prawa moralne zastępują je bowiem docelowo przez ich
dokładne przeciwieństwa. Dlatego zgodnie z totalizmem,
za pomocą wojny nigdy nie można osiągnąć nic trwałego,
chyba że jest to wojna czysto obronna. (Dla wojny czysto
obronnej prawa moralne czynią bowiem wyjątek i traktują
ją jako nasz moralny obowiązek - po szczegóły patrz
podrozdział JC11.1 z tomu 7 monografii
[1/4].)
Tą ponadczasową prawdę uświadamia
nam również opisana tutaj historia bitwy o Milicz. Warto o tym
pamiętać, kiedy w życiu skonfrontowani zostaniemy z sytuacją
że musimy zając stanowisko w sprawie jakiejkolwiek wojny czy
agresji. Wszakże zgodnie z totalizmem, prawami moralnymi,
oraz gorzkim doświadczeniem historycznym, zawsze w takich
przypadkach powinniśmy upierać się aby "nigdy więcej".
Jeśli nie wierzymy, że dla agresywnej wojny zawsze trzeba
nalegać aby "nigdy więcej", zastanówmy się przez chwilę co
na temat dzisiejszych następstw ich wojny powiedzieliby wszyscy
ci młodzi ludzie którzy umarli podczas opisanej tu bitwy o Milicz
(bez względu na to czy byliby to polegli Niemcy czy Rosjanie).
Rozważmy czy potwierdziliby oni że tak, dla tego co widzą dzisiaj
naokoło siebie warto im było umierać, czy też również by nam
zalecili aby "nigdy więcej"?
Aktualne adresy emailowe autora tej strony,
pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi
lub zapytania, podane są na stronie:
faq (najczęstrze zapytania).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
#7.
Nawet najwięksi sceptycy prawdopodobnie odnotowali
już owe sabotażujące plansze błędowe które nachalnie
pokazują się na każdej stronie internetowej
totalizmu -
włączając w to i niniejszą stronę:
Te plansze nachalnie wmawiające
istnienie rzekomych błędów, prześladują
każdą stronę internetową totalizmu
i zniechęcają oglądających ją ludzi.
Są one kolejnym z niezliczonych sabotaży
jakim
UFOnauci
skrycie okupujący Ziemię poddają wszystko
co dotyczy totalizmu. (Kiedy plansze
te się pokażą, najlepiej jest kliknąć
w nich na "X" lub na "No".) Nawet dla
największych sceptyków owe nachalne
plansze nieistniejących błędów powinny
być wizualnym dowodem że jakaś złośliwa
i dobrze ukryta moc faktycznie sabotażuje
i niszczy strony totalizmu oraz wszystko
inne co z totalizmem się wiąże. Wszakże
jeśli ktoś skopiuje owe strony do
swojego własnego komputera, błędy
te nagle znikają. Strony totalizmu
wogólne nie używają przecież skryptu,
zaś ten rodzaj plansz błędowych może
się pojawić tylko przy obecności źle
napisanych skryptów. (Strony totalizmu
są programowane w języku HTML - całkowicie
bez użycia skryptów.) UFOnauci sprytnie
wstawiają cichcem owe plansze do oprogramowania
systemowego wszystkich serwerów które
goszczą strony totalizmu. Te szczególne
plansze błędów pojawiają się też wyłącznie
na stronach totalizmu. Wszakże ich
jedynym celem jest skryte sabotażowanie
owych stron bez pozostawiania śladu kto
dokonuje owych sabotaży. Na przekór jednak
owego nachalnego sabotażowania i jego dowodów
rzucających się w oczy na każdym kroku,
nadal tylu naiwnych ludzi nie chce
uwierzyć, że Ziemia jest jednak skrycie
okupowana przez szatańskich UFOnautów
jakich działania i intencje totalizm
stara się zdemaskować.
If you prefer to read in English
click on the flag
(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)
Data założenia niniejszej strony: 5 czerwca 2004 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 21 kwietnia 2007 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)